Przejdź do głównej zawartości

dojrzałe kochanie

siedzę w pokoju, w którym pracuję. ciągle nie dociera do mnie, że potencjalnie jestem tu na zawsze. nieustannie, w odniesieniu do większości ludzi, czuję się jak zdrajczyni. może nie do większości, ale do wielu. jakby to, że miałabym walczyć o własne szczęście wiązało się z ogromnym poczuciem winy. miało kogoś rozczarować. trudno jest mi się odseparować od tego uczucia zdrady, tego, że kogoś zawodzę będąc sobą. czy naprawdę nieustannie kogoś zawodzę? przecież wiem, że nie mogę brać odpowiedzialności za cudze samopoczucie, jeżeli tej osoby nie krzywdzę. poza tym to siedzi przede wszystkim w mojej głowie. wcale nie spotyka mnie w realu większa kara niż ta którą tworzę we własnej głowie. bo czy krzywdą jest poszukiwanie siebie, dokonywanie własnych wyborów? zwłaszcza tych trudnych, ale nie tylko. przecież nie, a czasami mam poczucie jakby tak było. 

mam też jednak w sobie ogromnie dużo siły. wiem, że umiem kochać innych w sposób, w który jestem odrębną jednostką bez winy. czuć, współodczuwać, tęsknić, rozumieć i być rozumianą, kochać i być kochaną, pragnąć i być upragnioną bez potrzeby utraty siebie, czy swojego zdania, czy własnych emocji, z naciskiem na to ostatnie. 

jest mi dzisiaj smutno. czuję, że dobrze byłoby dostać teraz jakieś wsparcie na mojej drodze. bardzo chciałabym, żeby ktoś mnie przytulił w taki głęboko rozumiejący sposób. bez żadnych ocen. trochę jest to możliwe na terapii, w sensie metaforycznym. poza tym jest mi trudno to poczuć. zwłaszcza jak nie mam przy sobie samej siebie, stojącej przy własnym boku, jak mam deficyty tego albo zupełny brak z przeszłości. nie chce i nie mogę być lunatyczką w poszukiwaniu rekompensaty. chcę kochać. kocham. być wolna i kochać. jestem wolna i kocham. kochać dojrzale i móc z siebie dawać drugiej osobie. kocham dojrzale i jestem w stanie coś komuś dać. 

już cicho. cii.  

Komentarze