obudziłam się ze złego snu. śniła mi się średniowieczna anglia. byłam kimś na pozór mało znaczącym, ale jednocześnie czułam się wyjątkowo. jechałam na koniu, kiedy zobaczyłam kościół, a w nim księżniczkę biorącą ślub. podjechałam i jako oddana poddana złożyłam pokłon młodej parze. nie wiedziałam jak się składa pokłony parze dworskiej, więc tylko dygnęłam nie schodząc z klaczy. wiedziałam, że robię coś źle, ale jednocześnie ufałam księżniczce, że mi wybaczy. wiedziałam, że kocha swoich poddanych, jest dobra. uśmiechnęła się do mnie dając do zrozumienia, że zgodnie z moim poczuciem, dla niej jest bez znaczenia jak się przywitałam. w tym momencie kościół oraz wszyscy obecni na ceremonii (nagle zrobiło się tam więcej osób, wcześniej to była tylko para młodych i ktoś kto zajechał tu razem ze mną, ale nie wiem kto to był) zostali zaatakowani. leciały na nas podpalone strzały wroga. wiedziałam, że muszę uciec, ale zsiadłam wcześniej z konia, żeby uczestniczyć w ceremonii. zaczęłam biec, ratować się. zobaczyłam z daleka, że mój koń leży z nogami w górze, wymachuje nimi. pobiegłam ją ratować. wyciągnęłam klacz jak najdalej mogłam. sprawdziłam czy ma rany i okazało się, że nie. uspokajałam ją i przytulałam. nazywałam ją agnieszka. w końcu jakąś nadludzką siłą wzięłam konia na ręce, żebyśmy uciekły, a ona przestała się bać. wtedy zaczął się ostrzał miejsca, w którym stałyśmy. wtedy się obudziłam.
ostatnio nie czuję bezbrzeżnego braku sensu, jaki zdarzało mi się odczuwać czasami w domu. nawet jeżeli czuję olbrzymią tęsknotę, pustkę, smutek, niemoc to mimo wszystko nie zapadam się w bezsensie. ponadto czuję jeszcze dwie ważne rzeczy. to, że stoję w obliczu wielkiej niewiadomej, co mnie paraliżuje oraz to, że nie jestem w ogóle pogodzona z przeszłością. co do pierwszej sprawy to rekompensuję to planami, życiem tu i teraz, nadziejami, które mam na przyszłość, przede wszystkim na płaszczyźnie zawodowej. co do drugiego to chciałabym się przyjrzeć mojej własnej historii życia z dystansu, napisać książkę, podać w ten sposób rękę na zgodę wszystkiemu co wydarzyło się kiedyś. jakoś to przepracować, przeprocesować, ułożyć sobie w sercu i głowie. czuję, że to pozwoli mi iść dalej z innym nastawieniem. mam bogatą przeszłość, mogłabym z niej czerpać materiał do pisania na resztę życia, a przecież w kolejce do stania się przeszłością stoi już cała moja przyszłość. kto wie ile jej mam i co przyniesie. właśnie dlatego chciałabym wycisnąć wszystko, co się da z tego co już się stało. odkryć zależności, sens, zostawić po sobie jakieś świadectwo. pokazać w ten sposób szacunek do własnego doświadczenia, do tego, że to wszystko jakoś udźwignęłam.
Komentarze
Prześlij komentarz