Przejdź do głównej zawartości

łabędzi śpiew

To pierwszy raz jak piszę stąd tym razem. Czuję się dziwnie, ale to pewnie, a raczej na pewno przez jet-lag. Wypiłam kawę, wstałam przed wszystkimi, boli mnie kręgosłup, muszę kupić poduszkę otropedyczną. Jest piękna pogoda. Lubię to, że mogę siedzieć na tarasie w piżamie i jest mi ciepło. Owiewa mnie ciepły wiatr, przez chmury prześwieca słońce i rozmawiam z małą czarną plamką na lewej komorze.

czym jesteś mały czarny punkciku wdzierający się do mojego serca? chciałabym napisać o tobie coś pełnego miłości i zrozumienia. widzę jak się zagnieżdżasz. robisz sobie miejsce, pewnie na zawsze. mała plamko na tle czerwieni serca, nie wyproszę cię stąd. pewnie nawet nie mam takiej mocy.

zaczynasz spokojnie mówić mi o tęsknocie, którą ja do tej pory umiałam jedynie wykrzykiwać. kiedyś krzyczało we mnie wszystko. miłość była miłością!, żal ŻALEM. ty mówisz do mnie z małej litery, zakładasz, że już wszystko rozumiem i potrzebuję jedynie małego przypomnienia.

jesteś przypowieścią w moim ciele. wszystkim, co trzeba będzie stracić i tym, co już utracone, i tym, co trzeba tracić codziennie na nowo. mówisz mi o ludziach, o jednym człowieku, o miastach pełnych ludzi.

czy jeżeli opiszę kolor oczu, smak ust, szum cudzego oddechu w moim uchu to będę mieć cokolwiek z tego bardziej? mówisz - nie, bo już masz to na zawsze.

czy mogę schować się za słowami? nie chowaj się, bo będziesz żyć z nieprzeżytym bólem, a życie i nieprzeżywanie się wzajemnie wykluczają. mówisz mi, że każdy ból jest do przeżycia do końca. padające na mnie właśnie promienie słońca - one też. tylko nie ucieczka od siebie.

nie uciekaj, J. zostań ze mną, a jak nie zostaniesz to też tylko twój wybór. plamki na sercu potrafią śpiewać, ja będę śpiewać pieśń o życiu, które byłoby możliwe, gdybyś została w jego centrum. pieśń o ogromnej tęsknocie do człowieka, pieśń o uczuciach, które byłyby możliwe.

mogłabyś się tutaj nakarmić. pić rano kawę i notować, tak jak lubisz, słuchać.

na rzece unosi się truchło łabędzia. jeszcze słychać echo jego ostatniej i jedynej pieśni. może to wszystko będzie twój łabędzi śpiew - ta miłość.

ilu ludzi już nie będzie dane ci zobaczyć? ilu jeszcze spotkasz? jakie zwierze wyjdzie ci na powitanie w gęstym lesie? ile razy na nowo zakochasz się w tej jednej twarzy? może sto razy, może tysiące.

chowam się czarna plamko. chowam się przed bólem. chciałabym być bardziej konkretna. chciałabym móc powiedzieć: pamiętaj i dostać na to gwarancję. chciałabym stanąć naga przed całym światem i wołać: to ja. pamiętajcie.

jestem tu, ale bez broni. z jednym celem. przeżyć to życie aż do końca.

nie chowam się, czarna plamko. nakrywam tylko ciało od stóp do czubka głowy jak po śmierci. nauczę się i tej lekcji. wiary w boga pożegnań. powie mi: każde pożegnanie jest wieczne. dlatego żadnych pożegnań tak naprawdę nie ma. 

Komentarze